Dziś: sobota,
24 czerwca 2017 roku.
Przegląd do nr 545 czerwiec 2017 r.
Witryna
Łzy same płynęły nam z oczu
KWIECIEŃ MIESIĄC PAMIĘCI


Polski Cmentarz Wojenny Piatichatki

Czas nieubłaganie płynie, w tym roku mija 77. rocznica tragedii katyńskiej. Pamięć jednak pozostaje w naszych sercach. Trudno nie wracać pamięcią do tych kwietniowych, tragicznych zdarzeń. Nie bez powodu kwiecień został uznanym „Miesiącem Pamięci”.

Już na początku kwietnia 1940 r. rozpoczęto tzw. „rozładowanie” obozów „Katyńskich” Jeńców z Ostaszkowa przewożono do Tweru i zabijano w piwnicach Zarządu NKWD, natomiast grzebano w Miednoje. Jeńców z Kozielska mordowano w lesie katyńskim w pobliżu Smoleńska, bezpośrednio nad przygotowanymi uprzednio dołami.

Jeńców ze Starobielska (mój Tato pisał listy z tego obozu) przewożono do Charkowa i mordowano w kazamatach NKWD. Zwłoki pomordowanych chowano w podcharkowskiej miejscowości Piatichatki.

W 2000. roku uczestniczyłem w otwarciu i poświęceniu tego cmentarza. Jedno, zdarzenie muszę opisać. „Po wyjściu z charkowskiego dworca całą grupą czekaliśmy na podstawienie autokarów. Po chwili z dworca wyszła towarzysząca nam Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego. Stukot żołnierskich butów po twardym bruku, przypomniał nam, że kilkadziesiąt lat temu, po tym bruku maszerowali nasi Ojcowie na śmierć. Gdy orkiestra zagrała Mazurka Dąbrowskiego, wszyscy bez wyjątku płakaliśmy.

 Akcję „rozładowywania” – mordowania bezbronnych jeńców wojennych rozpoczęto na początku kwietnia, a ukończono około 20 maja 1940 r. Aby dobitnie zniszczyć polską inteligencję, równolegle, 13 kwietnia 1940r. rozpoczęto drugą masową wywózkę na Sybir. Były to przeważnie rodziny mordowanych w obozach katyńskich. W ten okrutny sposób chciano zniszczyć rodziny – ostatnich świadków i na zawsze ukryć ten mord.

 Tragiczną śmierć mojej Babci Emilii, oraz Mamy Olgi, która nie mogła przystosować się do surowych warunków, jakie panowały na zesłaniu, opisałem w wspomnieniach jakie ukazały się w książce pt. „Pisane Miłością”. Wspomnę jedynie krótkie zdarzenie, jakie miało miejsce w czasie naszej wywózki na Sybir. Gdy Mama płacząc zapytała oficera gdzie nas zabieracie? odpowiedział: „czego ty „riewiosz” [ryczysz], my Ciebie do męża wieziemy” Tyle kłamstwa i obłudy w tym krótkim zdaniu.

PAMIĘTAJCIE !

Często zastanawiam się ,co czuł i myślał mój Tata w obliczu śmierci, śmierci, która jest szczególnie bolesna dla żołnierza, który jeżeli ginie – to w boju.

PAMIĘTAJCIE prawdopodobnie, taki okrzyk wydał mój Tata kpt. Bolesław Ryziński, gdy w piwnicach NKWD strzelano mu w tył głowy.

 Boże…czy pamiętamy? Czy będziemy pamiętać? Nie zapomnimy nigdy!

 Mamę zawsze postrzegałem, jako dobrą, ciepłą osobę, do której można się przytulić, pożalić i wypłakać. Taką pamiętam i taka była do końca jej męczeńskiej śmierci na zesłaniu.

  Tatę natomiast pamiętam, z mojego poziomu dziecka, jako dużego mężczyznę, który w każdej sytuacji da sobie radę, nikt go nie pokona.

Jako dziecko, takich rodziców pamiętam, zostali w różny sposób zamordowani przez nienawistny system sowiecki.

O tragedii katyńskiej już na Syberii dochodziły do nas skąpe wiadomości, jednak wierzyliśmy, że nasz Ojciec żyje. Mama do śmierci wierzyła, że jej mąż zdołał się w jakiś cudowny sposób uratować.

 Po 6. latach pobytu na Syberii wróciłem do Polski, już tylko z młodszym bratem Józiem, który mimo mojej opieki zmarł w Polsce. Na Syberii pozostała moja Mama Olga i Babcia Emilia Ryzińska. Zostałem sam bez opieki, pomocy czy też zwykłej rady, jak mam żyć?

W HOŁDZIE ZESŁAŃCOM SYBIRU

Po uzyskaniu pełnej niepodległości, wspólnie z Gdyńską Rodziną Katyńską staramy się zachować pamięć po naszych bliskich pozostałych „Na Nieludzkiej Ziemi” i zamordowanych w Katyniu. Obietnicę spełniamy w różny sposób.

  Koło nasze nawiązało współpracę z kilkoma szkołami, z którymi ściśle współpracujemy. W 2005 r. przekazaliśmy nasz pomnik „W Hołdzie Zesłańcom Sybiru” specjalnym aktem erekcyjnym pod opiekę młodzieży IX Liceum im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Gdyni. Młodzież pod kierownictwem wychowawców ze swoich obietnic rzetelnie się wywiązuje. W kilku gdyńskich szkołach uroczyście posadziliśmy „Dęby Pamięci”. Szczególnie w kwietniu spotykamy się w tych szkołach na lekcjach, na których opowiadamy w sposób zrozumiały dla młodych ludzi o naszych odczuciach w czasie tego tragicznego okresu.

W czasie ostatniego pobytu w jednej ze szkół w Gdyni spotkała mnie zabawna historia, wychodzący uczeń (około 13. lat) dotknął mojej ręki i powiedział: „długo będę pamiętał, że trzymałem za rękę Sybiraka”. Takie żywe, naturalne spotkania z młodzieżą pod pomnikami, dębami czy na lekcji historii pozostaną na długo w ich pamięci.

 13. kwietnia, jak co roku o godzinie 11.00 spotkamy się pod naszym pomnikiem „W Hołdzie Zesłańcom Sybiru”, gdzie po krótkiej modlitwie, będziemy wspominać kwietniową wywózkę 1940 r. Każdy z nas tam kogoś stracił, łzy same płynęły nam z oczu.

Gdyńscy Sybiracy oraz członkowie „Rodzin Katyńskich” piszą wspomnienia i artykuły do różnych wydawnictw z nadzieją, że może ktoś kiedyś je przeczyta i będzie o nas pamiętał.

  Sił i zdrowia mamy coraz mniej, ale staramy się pozostawić swoim potomnym, a szczególnie młodemu pokoleniu wiadomości o tych tragicznych czasach. W ten sposób spłacamy dług wdzięczności za uratowanie nam życia.

 Przepraszam, troszeczkę pomieszałem tragedię katyńską z drugą, masową wywózkę na Sybir, ale taki był los dziecka Sybiru, taki był kwiecień 1940 r.

Aleksander RYZIŃSKI
Sybirak

PS. Sądową Wisznię pamiętam z dwóch powodów, tam spędzałem niezapomniane wakacje u Babci Emilii Ryzińskiej. Tam pozostawiłem licznych przyjaciół, różnych narodowości. Drugi powód, jaki nie zapomnę Sądowej Wiszni to tragiczna wywózka 13 kwietnia 1940 r. Tragiczny powrót, już tylko z bratem Józiem.

Dziennik Kijowski