Dziś: sobota,
15 grudnia 2018 roku.
Przegląd do nr 580 – grudzień 2018 r.
Historia
Człowiek dialogu
W poszukiwaniu jedności człowieka i świata

130 lat temu w Krzyworówni na Huculszczyźnie urodził się polski prozaik, eseista, filozof kultury, czciciel, badacz i piewca folkloru huculskiego Stanisław Vincenz. W czasach sowieckich, jego imię przemilczano i dopiero w latach 70. wyszedł on z zapomnienia, poczęto popularyzować jego twórczy dorobek.

W Kołomyi na gmachu byłego gimnazjum ustanowiono mu tablicę pamiątkową, jeszcze jedna, ale już wspólna z Iwanem Franką, jest w Obwodowej Bibliotece Iwano-Frankiwska. Jego imię nosi Polska Szkoła Sobotnia w Kołomyi.

Gdzie tylko zamieszkał, skupiał wokół siebie przyjaciół. Całe jego życie było nieustannym dialogiem z ludźmi i całym światem. Wybitni uczeni, chłopi, nawet żołnierze sowieccy – przychodzili do niego, by choć przez chwilę w towarzystwie tego dobrodusznego mężczyzny odpocząć, zaczerpnąć ciepła i nadziei. A jego nic tak bardzo nie zajmowało, jak poszukiwanie prawdy, która jednoczy wszystkich ludzi na świecie.

W czym tkwił sekret Vincenza? Był człowiekiem nadziei. Dostrzegał cywilizacyjne zagrożenia, a w swej twórczości zdawał się zmierzać, wbrew opinii Miłosza, do dramatycznego wniosku: jeżeli ludzkość zrezygnuje z dążeń do porozumienia i nie przyjmie postawy dialogowej, może stanąć w obliczu zagrożeń, którym nie będzie umiała przeciwdziałać”. Mimo to, wzrok czytelnika i każdego napotkanego człowieka, Vincenz starał się odwracać w stronę piękna i dobra, tak jakby przeczuwał, że lekiem na zło jest skierowanie uwagi na to, co naprawdę wartościowe.

Pisarz zaangażowany był w działania zmierzające do rozprzestrzenienia idei „bliższej ojczyzny”, w naszym współczesnym języku powiedzielibyśmy – „małej ojczyzny”.

Miejsce dorastania, jego krajobraz, tradycja, zanurzenie w pewnej wspólnocie, dają człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Zakorzenienie w „małej ojczyźnie” umożliwia twórcy i każdemu człowiekowi samoidentyfikację, jest gwarancją autentyczności, a więc warunku niezbędnego do zaistnienia dialogu. Homer, Dante, Goethe, Mickiewicz – to pisarze wymieniani przez Vincenza jako ci, którzy czerpiąc ze skarbca kultur, w których wzrastali, wnosili regionalizmy do dziedzictwa światowego. Vincenz był jednym z organizatorów zjazdów ludzi, którym bliska była idea zachowania poszczególnych regionów w ich kształcie kulturowym.


Stanisław Vincenz - zafascynowany Huculszczyzną i jej folklorem

Jego przodkowie pochodzili z Prowansji. On był polskim pisarzem, wielkim artystą słowa, myślicielem, humanistą, po wojnie skazanym na zapomnienie emigrantem, którego nazwiska w krajowych publikacjach nie można było nawet wymieniać.

Wywodził się z zamożnego ziemiaństwa o koneksjach arystokratycznych i świeżo uformowanej warstwy przemysłowców. Ojciec, Feliks Vincenz, pionier przemysłu naftowego żywiołowo rozwijającego się od końca XIX wieku w Karpatach Wschodnich, przekazał dzieciom pamięć o arystokratycznym przodku z Prowansji, który w czasach rewolucji francuskiej schronił się na dworze austriackim, a przez ożenek z córką kościuszkowskiego generała doprowadził do spolonizowania swoich potomków.

Urodził się w 1888 roku w Słobodzie Rungurskiej, w powiecie peczeniżyńskim, dwadzieścia parę kilometrów na południowy zachód od Kołomyi, w górskiej miejscowości Pokucia, gdzie wówczas było gęsto od szybów naftowych. Niańką dzieci Vincenzów była przywieziona przez matkę z Krzyworówni, modnego wówczas wśród inteligencji ukraińskiej letniska w pobliżu Czarnohory, Hucułka Połahna Slipeńczuk. Stanisław, najstarszy z rodzeństwa, był jej ulubieńcem.

Matka Vincenza - Zofia Zuzanna (z domu Przybyłowska) była córką marszałka szlachty powiatu kosowskiego. Wywodziła się ze starej szlacheckiej rodziny. Lubiła salonowe życie, bale i rozrywkę. Ród Przybyłowskich, na własność posiadał wioskę Krzyworównia na Pokuciu (na Huculszczyźnie) nad Czarnym Czeremoszem. Stąd wywodziła się matka pisarza i tutaj on sam spędził dzieciństwo. Był to majątek dziadka (ojca mamy). Krzyworównia była długi czas bardzo popularnym miejscem odpoczynku dla inteligencji.

Równie ważną postacią w życiu Vincenza był Jego dziadek - Stanisław Przybyłowski, który przekazał wnukowi wiedzę życiową o zachowaniu się, o wartości ludzi, o książkach, o sztuce, o samej Wierchowynie, a szczególnie o Czeremoszu. Zainteresowania dziadka kulturą lokalną, kontakty z Hucułami, nie pozostały bez wpływu na twórczość Vincenza. Stanisław Przybyłowski zmarł, kiedy Vincenz miał 17 lat. Pisarz pamiętał i poznał dziadka bardzo dobrze. Pisarz od najmłodszych lat był, więc uczony kultury regionu, tradycji, obyczajów, języka hucułów.

Stanisław Vincenz nie odziedziczył jednak ani zamiłowań matki do przyjęć i balów, ani pasji ojca nafciarza, jakkolwiek rodzinnej kopalni ropy naftowej poświęcił wiele czasu i wysiłków. Jego fascynacje dotyczyły wielojęzycznej literatury, filozofii, kultury ludowej, świata starożytnej Grecji...

Pierwszym językiem, jaki poznał, była huculska gwara. Wraz z nią do jego świadomości docierały opowieści, wierzenia, obrzędy pasterskiego ludu. Jakkolwiek atmosfera zarówno dworu dziadka w Krzyworówni, jak i domu Vincenzów w Słobodzie Rungurskiej była patriotyczna, polski był drugim językiem małego Siuny (tak spieszczano jego imię). Potem przyszła znajomość francuskiego, bo obowiązywał w salonie, niemieckiego - bo do gimnazjum w Galicji przyjmowano uczniów z podstawową znajomością tego języka, i angielskiego, bo mówili nim kanadyjscy górnicy zatrudniani w kopalniach Słobody Rungurskiej. Natomiast łacinę i grekę opanował jako uczeń klasycznego gimnazjum. Szczególnie upodobał sobie grekę i już w czasach gimnazjalnych pokochał grecką kulturę. W szkole opanował też literacką odmianę ukraińskiego.

Mimo wrodzonej inteligencji i pasji poznawczej nie był prymusem ani pupilem nauczycieli. Miał bujny temperament i poczucie niezależności; wdawał się w słowne utarczki z nauczycielami i katechetą. Z tego powodu musiał na rok opuścić gimnazjum w Kołomyi i uczył się w Stryju. Przyjaźnił się z kolegami pochodzącymi z różnych środowisk, w tym z wieloma Żydami. Niejedna z tych szkolnych przyjaźni miała swoją kontynuację w życiu dorosłym.

Po maturze w 1906 roku przyszły pisarz wyjechał na studia do Wiednia. Uczęszczał na bardzo różnorodne zajęcia - od biologii i psychiatrii poczynając, przez sztukę włoską, sanskryt i język pali... na filozofii kończąc. W Wiedniu nauczył się języka rosyjskiego, doprowadził do perfekcji angielski, poznał włoski. Obracał się wśród wielonarodowościowej braci studenckiej, zaznajomił z tzw. anarchistami rosyjskimi, Rosjanami o lewicowych poglądach różnych odmian, którzy po rewolucji 1905 roku opuścili carskie imperium. Przysłuchiwał się ich dyskusjom i już wtedy wyrobił sobie krytyczny stosunek do ruchu rewolucyjnego i komunizmu.

W środowisku rosyjskim poznał swoją pierwszą żonę, Lenę Loeventon, pół Rosjankę, pół Gruzinkę z Krymu. Studencki związek został „zalegalizowany" pod wpływem presji rodziny Leny w cerkwi prawosławnej podczas wakacyjnej podróży zakochanej pary po Rosji. W 1915 roku urodził się im syn, Stanisław Aleksander. Siedmioletnie studia Stanisław Vincenz zwieńczył w 1914 roku doktoratem z filozofii religii Hegla i jej wpływu na Feuerbacha.

Zmagania z historią

Wybuchła wojna i świeżo upieczonego doktora filozofii powołano do wojska jako podoficera cesarsko-królewskiej armii austriackiej. Mundur nosił przeszło cztery lata, biorąc udział w walkach na froncie austriacko-włoskim w Alpach. Po zakończeniu wielkiej wojny zgłosił się jako ochotnik do Wojska Polskiego, by wziąć udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Pozostał w służbie dwa lata i niemal trzy miesiące, między innymi pełniąc funkcję oficera łącznikowego pomiędzy Wojskiem Polskim a sprzymierzonymi oddziałami ukraińskimi. Czas służby wojskowej, frontowych przeżyć, wzmocnił raczej pacyfistyczne przekonania pisarza.


W Bystrzcu, w miejscu, gdzie w latach 1926-1940 stał dom Stanisława Vincenza, poświęcono pamiątkową tablicę i huculski dębowy krzyż, ustawione staraniem Towarzystwa Karpackiego. Uroczystość rozpoczął sygnał trembit, który poniósł się daleko po wysokich połoninach

Po ustaleniu granic Drugiej Rzeczpospolitej Vincenz zapragnął być użyteczny dla młodego państwa i związał się z piłsudczykowskim środowiskiem wydawanego w Warszawie czasopisma „Droga", redagowanego na wysokim, europejskim poziomie. Bliskie były mu ideały oddziaływania na społeczeństwo przez kulturę. Z tego też czasu datuje się wiele znajomości Vincenza z pisarzami, myślicielami, naukowcami, znawcami kultury, zarówno z kraju, jak i zagranicy.

Po zamachu majowym w 1926 roku zaangażował się nawet w proces przemian jako urzędnik ministerialny, powołany na stanowisko naczelnika wydziału narodowościowego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Jednakże wytyczne ministra Sławoja-Składkowskiego dotyczące mniejszości narodowych zaskoczyły znanego z proukraińskich sympatii Vincenza. Szybko rozczarowała go polityka sanacyjna i zrezygnował z urzędu w ministerstwie, potem wycofał się z redagowania „Drogi". W 1930 roku na stałe wyjechał z Warszawy.

Zmianie uległy także osobiste sprawy przyszłego pisarza. Małżonkowie, Lena i Stanisław, mieli silne i niezależne charaktery, co rodziło napięcia i konflikty. W czasie wojny polsko-bolszewickiej przyszły pisarz poznał Irenę Eisenmann, z którą ożenił się w 1923 roku - po raz drugi korzystając z obrzędu religijnego, gdyż ślub cerkiewny udzielony przez przygodnego duchownego, zawarty bez spełnienia kanonicznych wymogów zarówno Cerkwi, jak i Kościoła katolickiego, dla tego ostatniego, jak się okazało, był nieważny. Z małżeństwa z Ireną urodziło się dwoje dzieci, Andrzej i Barbara. Ponieważ dom w Słobodzie Rungurskiej Vincenz pozostawił pierwszej żonie, po opuszczeniu stolicy nie mógł tam powrócić z nową rodziną. Zamieszkał w wiosce Bystrzec (po ukr. Bystrec), gdzie stanął jego dom, pierwotnie pomyślany jako wakacyjne schronienie.

Świat „wysokiej połoniny"

Bystrzec jest trudno dostępną wsią położoną w sercu Huculszczyzny, u stóp Czarnohory, nad potokiem Bystrzcem, lewobrzeżnym dopływem Czarnego Czeremoszu. Zarówno tam, jak i do Słobody Rungurskiej, w której pisarz bywał ze względu na interesy naftowe, zjeżdżali się liczni goście, ludzie pióra, nauki, twórcy kultury. Vincenz sam tworzył sobie środowisko światłych i twórczych przyjaciół.

Jako znakomity gawędziarz i dusza towarzystwa, swoimi opowiadaniami i komentarzami dotyczącymi ludowej kultury i wierzeń Hucułów czarował słuchaczy od wielu lat, a zamieszkawszy w Bystrzcu, zabrał się za pisanie „Prawdy starowieku", pierwszego tomu cyklu „Na wysokiej połoninie". Sprzyjało temu odsunięcie się od spraw politycznych, wyzwolenie z obowiązków redaktora i rezygnacja z aktywnej działalności w polskim Pen Clubie. Przygotowując się do napisania tej huculskiej epopei, Vincenz zaczął gromadzić notatki folklorystyczne, teksty piosenek itp. Utwór został napisany w latach 30.
To, co jest w nim charakterystyczne to przede wszystkim język. Autor starał się nadać mu jak najbardziej autentyczną formę, jak najbardziej zbliżoną do czystej gwary huculskiej. Aby to uczynić wykorzystał w książce np. zbiór gawęd huculskich wójta Żabiego – Petra Danekiwa Szekieryka.
Był to taki sielski okres w życiu pisarza. Może nie sielski, ale na pewno bardzo spokojny. Wspominał go potem wielokrotnie z sentymentem, zawsze idealizując.

Nie mniej ważna była otaczająca pisarza atmosfera górskiej przyrody i bezpośredniego sąsiedztwa Hucułów - pierwszoplanowych bohaterów tworzonego dzieła. Nieoceniona była pomoc Ireny, drugiej żony pisarza, do końca życia zakochanej w swoim genialnym Stasiu. Była sekretarką po wielokroć przepisującą pod dyktando męża kolejne fragmenty, ale także dbała o dom, dzieci i gości.

Pierwszy tom połonińskiego cyklu ukazał się w 1936 roku, a pisarz rozpoczął prace nad dalszym ciągiem. Fragmenty wyniesione w 1940 roku z Huculszczyzny w plecakach uchodźców weszły potem w skład następnych tomów, najpierw wydanych na emigracji.

Cykl wielowątkowy

Wracając już do samej treści tych książek to wcale nie czyta się ich łatwo. Ja wręcz przez nie przebrnęłam. Są to grube tomiska pisane gwarą, ja musiałam się bardzo koncentrować, aby nie zagubić treści. Zresztą nie da się nawet streścić tych utworów, bo ich urok tkwi w opisach przyrody, w opisach codziennych prac lub po prostu w tych śmiesznych dialogach. To pozwala poznać tamten świat. Na pewno głównymi bohaterami są Huculi.

To jest cykl bardzo wielowątkowy. Te utwory łączą w sobie elementy powieści, (bo mają pewną fabułę, konkretną konstrukcję postaci, naszkicowany kontekst) baśni (ze względu na sposób opisu oraz elementy baśniowe jak np. zaklęcia czy rytuały) i opisu etnograficznego (Vincez opisuje całe ogromne bogactwo obrzędów, tradycji, a przede wszystkim codzienności).
O wiarygodności tych książek świadczy fakt, że Vincenz wyśmienicie znał to, o czym pisał. Przecież chodził po tych górach, stąd potrafił z encyklopedyczną i geograficzną dokładnością je opisać.

Żył pośród swoich bohaterów, mówił ich językiem podobnie jak Jego rodzice i dziadkowie. Dowiadujemy się, zatem z opisów Vincenza, że rytm życia Hucułów wyznaczają pory roku, a co za tym idzie w praktyce praca na roli. Czas jest tam odmierzany naturalnym rytmem nie zaś wskazówkami zegara. Huculszczyzna to dziki, ciężki do życia teren, który zachwyca i przeraża żywiołami natury. Burzami, powodziami, klęskami nieurodzaju. Jest to jednocześnie miejsce pełne muzyki i radości.

Chociaż Stanisław Vincenz jest autorem artykułów publicystycznych, klasykiem dwudziestowiecznego eseju, twórcą na wpół fantastycznej powieści o Sokratesie oraz tłumaczem dzieł literackich i pozaliterackich, to połoniński cykl jest jego dziełem życia, przekraczającym granice wszelkich tradycyjnych form i pisarskich schematów.

Po tym jak huculscy przewodnicy przeprowadzili poetę przez góry (wraz z rodziną) na Węgry nigdy już do Polski nie wrócił.

Dał tymi książkami swoje świadectwo. Ocalił od zapomnienia tę krainę, która przeminęła już bezpowrotnie.

Mirosława Ołdakowska-Kuflowa

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України