Dziś: poniedziałek,
10 sierpnia 2020 roku.
Przegląd do nr 621 – sierpień 2020 r.
Witryna
EX LIBRIS
Czucie swojej Ojczyzny

 Obecnie, Polska, skuta jest atmosferą dwóch niezwykle ważnych spraw: polityczną związaną ze zbliżającymi się prezydenckimi wyborami (o czym teraz nie będzie) i  totalną walką z nieproszonym gościem z Chin, koronawirusem – COVID-19, co rodaków zmusza do prewencyjnego przebywania w domu i  nie zarabiania pieniędzy na jego utrzymanie, poświęcania przez to więcej czasu kwestiom rodzinnym, dzieciom, wnikliwego śledzenia serwowanych  przez media wszelakich informacji, wreszcie oddawania się kulturze, w tym naturalnie czytania książek. Śledząc witryny księgarń z zadowoleniem należy stwierdzić, iż naprawdę jest w czym wybierać.

  Z zakresu historii przykuwa uwagę monumentalne dzieło, prof. Andrzeja Nowaka, czwarty tom, „Dziejów Polski” – 1468-1572 Trudny złoty wiek. Już same podtytuły: „Kryzys jagiellońskiego imperium i początki Rzeczypospolitej”, „Orzeł i jego pętlice”, czy „Kręte drogi do zgody”, wskazują, że będzie w tym dziele o Królestwie Polskim i Wielkim Księstwie Litewskim. Że w tym czasie wyrasta złowroga, szczególnie dla Litwy, ale przez unię także dla Polski, potęga Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i wnikliwy autor słusznie pokazuje, jakie błędy popełnili politycy polscy, które pozwoliły urosnąć potędze Rosji. Dalej zauważa, iż właśnie w tym samym czasie następuje silny rozwój polskiego republikanizmu. Wreszcie, że Polska złotego wieku była państwem prawym i sprawiedliwym, bardziej aniżeli większość państw europejskich. „Obywatele Królestwa Polskiego – podkreśla on – potrafili stworzyć taki sposób porozumiewania się, tak urósł wtedy język polski i jego wspaniała siła spajająca wspólnotę, żeśmy się nie pozabijali, tak jak robili to Niemcy, Holendrzy i Francuzi”.

 Przykuwa uwagę wiadomość, że Jan Długosz, miłośnik wzorów historii rzymskiej, zadbał w tym czasie o to, by jego uczniowie wprowadzali „gładzoną” polszczyznę do najważniejszych uroczystości państwowych, a kanclerz wielki korony, Krzysztof Szydłowiecki, choć świetnie znał łacinę i niemiecki, mając stosowną okazję z dumą odpowiedział rektorowi  Uniwersytetu Krakowskiego w języku polskim: „Ja, jako Polak, a więcej w polskiej rzeczy niż w łacińskiej wzwyczajony…” Albo i to, że Mikołaj Kopernik nie pisał po polsku tylko dlatego, ponieważ polski nie był jeszcze w latach jego studiów na krakowskiej uczelni językiem humanistyki – stał się dopiero w wieku szesnastym. Czas życia wielkiego astronoma, był jednak właśnie tym okresem, kiedy polszczyzna ten nowy status kulturowy dopiero uzyskiwała.

  Andrzej Nowak słusznie poświęcając Kopernikowi trochę więcej miejsca, pisze jeszcze tak: „Polak on – czy Niemiec? Że jednak Polak, uważali nie tylko „oślepieni nacjonalizmem” Polacy, ale także, m.in. król pruski Fryderyk II, filozof  Johann Gottfrier Herder, czy  Fryderyk Nietzsche”. Jednakże bywało i tak, że tezę o niemieckości Kopernika popierali – o dziwo! – też, oświeceniowi myśliciele, Jędrzej Śniadecki, czy Stanisław Staszic. Tymczasem, M. Kopernik, był konsekwentnie lojalnym poddanym polskiej wspólnoty politycznej i w swoim rozwoju naukowym zawdzięczał szczególnie wiele uczelni w Krakowie. „Prusy Królewskie z Toruniem, były tą najmniejszą, może najbliższą, Polska – większą, polityczną ojczyzną” – zauważa autor. A to, że on po studiach ruszał w Krakowie zdobywać dalej wiedzę na uczelniach w Bolonii, Padwie i Ferrarze i zapisywał się tam do „nacji niemieckiej”, to nie było wyborem tożsamości narodowej, bowiem do owej nacji zapisywali się wówczas przybysze z wszystkich krajów niemieckich, lecz także z Węgier, Czech i Polski.

  Kiedy wrócił do Polski, to m.in. uczestniczył w koronacji Zygmunta Starego na Wawelu w styczniu roku 1507, jak i spełniał się, jako dzielny organizator w obronie pogranicznego zamku w Olsztynie przed Zakonem krzyżackim. I jeszcze to, iż chociaż po polsku nie pisał, to jednak swoje najważniejsze dzieła astronomiczne i ekonomiczne nie tworzył w j. niemieckim, a w języku nauki: po łacinie. Tak to było.

  To dzięki profesorowi Nowakowi dowiadujemy się też, że anonimowy wiersz-monolog, Matki opłakującej śmierć Syna z tego okresu, znany jako „Lament świętokrzyski” i przechowywany przez wieki w klasztorze benedyktyńskim na Łysej Górze z rozdzierającymi słowami: „Synku miły i wybrany X Rozdziel z matką swoje rany X A wszakom cię, Synku miły, w swem sercu nosiła X A takież tobie wiernie służyła X Przemów k’matce, bych się ucieszyła X Bo już idziesz ode mnie moja nadziejo miła…”, dzięki znakomitemu kompozytorowi, Henrykowi Góreckiemu i jego „Symfonii pieśni żałosnych”, kilkanaście lat temu stał się – właśnie z tymi polskimi słowami! – globalnym przebojem i znają go miliony ludzi na całym świecie bardziej, niźli opery Moniuszki, pieśni Chopina, czy Stabat Mater, Szymanowskiego.

  Ileż podobnych arcyciekawych, mających oparcie w najnowszych źródłach historycznych, faktów i przemyśleń z pogranicza polityki, gospodarki, wiary, kultury i in., można wyczytać w tym liczącym 450 stron wielkim dziele wydanym przez krakowskiego Białego Kruka. Wszystkie opisy i refleksje tego autora czyta się z zapartym tchem. Nie tylko dla miłośników historii jest to niebywała frajda, żeby się z nimi zapoznać, ale dla każdego Polaka, pragnącego poszerzyć swą wiedzę o historii kraju nad Wisłą, w którym się urodził i wychował.

Red. Iwona TRUSZKOWSKA-PIELKA

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України