Dziś: wtorek,
11 sierpnia 2020 roku.
Przegląd do nr 621 – sierpień 2020 r.
Archiwum 2012
Pamięć
Po 73 latach dociekań…

1 listopada na Polski Cmentarz Wojenny w Bykowni przybyli: syn spoczywającego tu Mikołaja Cholewy - Marian, wnuk Grzegorz oraz wnuczki pochowanego - Ewa Biskup i Jadwiga Chłapek1 listopada na Polski Cmentarz Wojenny w Bykowni przybyli: syn spoczywającego tu Mikołaja Cholewy - Marian, wnuk Grzegorz oraz wnuczki pochowanego - Ewa Biskup i Jadwiga Chłapek

Tragiczne losy swoich ojców i dziadków nękanych w 1940 r. przez sowieckie NKWD na Ukrainie, nocne aresztowania i bezskuteczne próby nawiązania kontaktu z rodziną, to temat wspomnień, z którymi już od dwudziestu lat dzielą się nasi Czytelnicy. Tym razem mowa pójdzie o losie człowieka, który spoczywa dziś na Polskim Cmentarzu Wojennym w Bykowni pod Kijowem razem z blisko dwoma tysiącami Polaków z tzw. ukraińskiej Listy Katyńskiej.

W przededniu Święta Zmarłych otrzymaliśmy wzruszającą wiadomość, że 1 listopada przybędzie do Kijowa rodzina Mikołaja Cholewy, by oddać mu tu ostatni hołd.

Pana Mariana Cholewę już w Lesie Bykowniańskim, gdzie spoczywają prochy jego Ojca poprosiłem o kilka słów.

- W jakich okolicznościach dowiedział się Pan o tym, że najbliższa Panu osoba spoczywa właśnie tutaj?

- Poinformował mnie o tym jeden z moich synów Grzegorz, który jak mój Ojciec również pełnił służbę w Policji. Pamiętam, że był to zwykły dzień, kiedy telefonicznie oznajmił mi, że dane osobowe jego dziadka, a mojego Ojca Mikołaja widnieją na tzw. Ukraińskiej Liście Katyńskiej (po wojnie rodzina szukała Mikołaja Cholewa za pośrednictwem Polskiego Czerwonego Krzyża - bez skutku, a po roku 1989 nie widniał na żadnej z List Katyńskich).

Mikołaj Cholewa (1933 r. - Żandarmeria) Mikołaj Cholewa (1933 r. - Żandarmeria)

Później syn skontaktował się z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w sprawie potwierdzenie tożsamości mojego Ojca przesyłając akt urodzenia, inne zachowane dokumenty, zdjęcia rodzinne w tym zdjęcia Ojca w mundurze policyjnym.

Na dwóch zdjęciach mój Ojciec ubrany jest w mundur policyjny, a na jego czapce widnieje nr służbowy 1293. To była przełomowa informacja, gdyż odznakę policyjną z tym właśnie numerem odnaleziono w trakcie ekshumacji ofiar NKWD pochowanych w Bykowni. Kilka dni później eksperci ROPWiM potwierdzili, że mój Ojciec został zidentyfikowany jako siódma ofiara NKWD, której zwłoki spoczywają w Bykowni.

- Kiedy widział Pan Ojca po raz ostatni?

Zacznę od tego, że urodziłem się w 1934r. Jestem jednym z trzech synów Mikołaja Cholewy. Moi bracia śp. Mieczysław i Władysław niestety nigdy nie poznali miejsca spoczynku Ojca. Gdy rozpoczęła się wojna miałem zaledwie niespełna 5 lat, ale mimo to dużo pamiętam z tamtego tragicznego okresu.

Mikołaj Cholewa w Krynicy (na jego czapce widnieje nr służbowy 1293)Mikołaj Cholewa w Krynicy (na jego czapce widnieje nr służbowy 1293)

Po wybuchu II wojny światowej i agresji Niemiec na Polskę rodzina ewakuowała się na wschód - to był ostatni dzień, kiedy widziałem Ojca (Mikołaj Cholewa pozostał w Jaworznie, a kilka dni po naszej ewakuacji również dostał rozkaz przemieszczania się na
wschód).

Pamiętam jak podczas naszej ucieczki na wschód bezinteresownie pomagało nam w drodze wielu Polaków, zwłaszcza na wsiach, gdzie mogliśmy liczyć na darmowy posiłek, nocleg i dobre słowo.

Niestety podczas przeprawy przez rzekę San żołnierze Wojska Polskiego poinformowali nas, że ze wschodu atakują Polskę sowieci i zalecili nam powrót. Na szczęście pomimo wielu sowieckich nalotów na wojska i drogi ewakuacyjne ludności cywilnej - którymi przemieszczaliśmy się - udało nam się bezpiecznie dotrzeć do miejscowości Kolbuszów. Pamiętam, jak w jakimś dużym parku dostawaliśmy od polskich żołnierzy chleb brytfankowy (to taki pełnoziarnisty chleb z mąki żytniej i pszennej na zakwasie) i zupę z kuchni polowej. Potem dotarliśmy do Cycowa (obecnie woj. lubelskie) gdzie przez prawie dwa tygodnie bezinteresownie opiekowała się nami pewna rodzina z tego miasta, dając nam wyżywienie i zapewniając nocleg.

Odznaka policyjna z numerem posterunkowego M. CholewyOdznaka policyjna z numerem posterunkowego M. Cholewy

Po zaprzestaniu walk i ustaleniu ostatecznego podziału terenu Polski na strefy okupowane przez Niemców i Sowietów udaliśmy się do Lublina (na tę okoliczność zachował się dokument w postaci bonu żywnościowego).

Postanowiliśmy wrócić do Jaworzna. Wśród nas była jedna osoba (z innej rodziny) znająca język niemiecki. Ona właśnie rozmawiała z Niemcami. Nie wiem co im mówiła, ale nam kazała siedzieć cicho podczas licznych kontroli. Pamiętam, że w Lublinie udało nam się dostać do pociągu towarowego, jadącego w okolice Jaworzna. Weszliśmy do wagonów węglarek i po jakimś czasie byliśmy już w okolicach okupowanego wówczas Jaworzna.

Po powrocie do rodzinnego miasta moja mama Helena dowiedziała się od nieznanych mi osób, że Ojciec kilka dni po naszej ewakuacji dostał polecenie służbowe udać się na wschód. Po raz ostatni żywego widziano Go na terenie wschodniej II RP we wrześniu 1939 r.

Z tragiczną kartą historii cmentarzyska w Bykowni rodzinę Mikołaja Cholewy zapoznał konsul generalny RP w Kijowie Rafał WolskiZ tragiczną kartą historii cmentarzyska w Bykowni rodzinę Mikołaja Cholewy zapoznał konsul generalny RP w Kijowie Rafał Wolski

Podczas wojny moi bracia Mieczysław i Władysław Cholewa zostali zesłani na przymusowe roboty na teren Niemiec, a zatem przy matce Niemcy zostawili jedynie mnie - niespełna pięcioletniego syna bez środków do życia.

Szczęśliwie, po wojnie, bracia żywi wrócili do Jaworzna, ale nie do II RP, lecz do PRL-u gdzie rodzina, jak również i ja byłem prześladowany politycznie. Po osiągnięciu dojrzałości, skierowano mnie (w latach 1954-1956) do prac przymusowych w Wojskowych Górniczych Batalionach Pracy.

- Czy potem otrzymywał Pan jakiekolwiek wiadomości o Ojcu?

Niestety po aresztowaniu mojego Ojca nie otrzymaliśmy żadnej informacji. Uznawaliśmy, że został zamordowany przez Sowietów, jak wielu innych Polaków. Na mocy wyroku sądu w 1947r. został uznany za zmarłego.

- Czy ktoś z Pana znajomych przeżył podobny los?

- Znam przypadek rodzin policyjnych (Pałka, Uszczyk) z Jaworzna, których ojcowie jako funkcjonariusze Policji Państwowej II RP zaginęli we wrześniu 1939r. Z przekazu matki, pamiętam, że mieli oni przemieszczać się na wschód Polski, a następnie do Rumunii lub na
Węgry.

Jeden z trzech synów doczekał się spotkania z prochami Ojca. Napis na wstędze wieńca: Mikołajowi Cholewie – policjantowi II RP z Jaworzna. Kochany Ojcze, Dziadku, Pradziadku - Spoczywaj w PokojuJeden z trzech synów doczekał się spotkania z prochami Ojca. Napis na wstędze wieńca: Mikołajowi Cholewie – policjantowi II RP z Jaworzna. Kochany Ojcze, Dziadku, Pradziadku - Spoczywaj w Pokoju

- A jakie myśli towarzyszą Panu dzisiaj, w tym smutnym miejscu..?

- W głowie mi się nie mieści, że to aż po 73 latach los zrządził mi to spotkanie z Ojcem, spotkanie, którego moi bracia, niestety nie doczekali się …

Rozmawiał Stanisław PANTELUK

P.S.

Już po powrocie do Polski pan Grzegorz, wnuk Mikołaja Cholewy przysłał nam list, w którym m.in. pisze:

„Przeżycia dotyczące naszego pobytu na Cmentarzu Wojennym w Bykowni na pewno nie są do opisania. Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli odnaleźć Rodzinie drogę do grobu naszego Ojca, Dziadka, Pradziadka i Prapradziadka. Była to dla nas bardzo wzruszająca i podniosła chwila, mogliśmy złożyć hołd Naszej najbliższej osobie, jak również pozostałym ofiarom NKWD, które spoczywają w polskiej, jak i ukraińskiej części cmentarza. Tę wizytę będziemy pamiętać wiecznie i już dzielimy się refleksjami, przeżyciami, jakie nam towarzyszyły z rodziną, która nie mogła z nami uczestniczyć w tym podniosłym wydarzeniu.

Pragniemy podziękować przedstawicielom Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Kijowie za pomoc udzieloną nam po przybyciu do Kijowa, księdzu Leszkowi, który wraz z nami pomodlił się za duszę mojego Dziadka i innych ofiar NKWD, jak również Andrzejowi Amonsowi, który nam towarzyszył w te wzruszające chwile.

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України